Niknący Wałbrzych – zwiedzamy miejsca poza szlakiem – DOLNY ŚLĄSK

Wałbrzych – z czym kojarzone jest to miasto? Zamek Książ – bez dwóch zdań. Ale Wałbrzych jest miastem bardziej kontrastowym, zupełnie innym niż sam zamek. Na zamku przepych, na ulicach niekoniecznie. Wałbrzych (z niemieckiego Waldenburg) jest to miasto pokopalniane. Przez długi, długi czas mieszkali tutaj Niemcy, do dziś widzimy pozostałości po nich. Miasto jednak po wojnie starało się funkcjonować normalnie. Kopalnie i fabryki poniemieckie działały do przełomu wieku. Miasto do dziś nie zdążyło się podnieść – po zamknięciu kopalni i niektórych fabryk nastała bieda. Mimo, że dostałyśmy z Martą kilka opinii przed wyjazdem, głównie były to komentarze typu „po co tam jedziecie? Tam nic nie ma! Tylko Książ zobaczcie i uciekajcie!”. My jak zawsze na przekór, wybrałyśmy, że spędzimy babski weekend same, właśnie tu w Wałbrzychu. I nie poszłyśmy do zamku Książ wcale! 😊 Zobaczcie co udało nam się zobaczyć!

Spis Treści

Komunikacja w Wałbrzychu

Zamysł naszej wycieczki był taki – dojechać tutaj pociągiem i przemieszczać się po mieście o własnych nogach lub komunikacją miejską.

Co do kolei – dojedziecie tutaj bez problemu z większych miast PKP, a z Wrocławia już Kolejami Dolnośląskimi do mniejszych miejscowości. Z Wrocławia do Wałbrzycha jedzie się około godziny. Przez to, że Wałbrzych jest dobrze skomunikowany, może być idealnym miejscem wypadowym!

Co do samego miasta, nie jest ono typowe. Spójrzcie sobie na mapę, od razu widać, że miasto jest strasznie rozciągnięte, ma dużo zielonych punktów, przez co odległości między różnymi atrakcjami są strasznie duże!

Komunikacja miejska działa jednak dobrze, bilety można kupić w każdym autobusie przy płatności kartą lub za odliczoną gotówką u kierowcy. Jeśli zamierzacie pokręcić się po mieście warto kupić od razu bilet 24h – za 15 zł (bilet normalny) lub bilet 60minutowy za 4 zł (bilet normalny).

Wałbrzych jest dobrze skomunikowany z miejscowościami obok, więc spokojnie dojedziecie np. do Jedliny Zdrój (kolejne miejsce wypadowe do zwiedzania projektu Riese) ale także dojedziecie do Adrspach! Rozkład jazdy dla przystanku znajdziecie tutaj.

Niknący Wałbrzych

Fabryka Porcelany „Wałbrzych”

swoje początki fabryka ma w 1845 roku, założył ją Carl Tielsch w Starym Zdroju (dzisiaj dzielnica Wałbrzycha) tuż przy linii kolejowej, by mieć łatwy dostęp do Wałbrzycha i innych miast postronnych. Koncepcją fabryki była sprzedaż niedrogiej porcelany, właściciel chciał trafić do większej ilości odbiorców – do mieszczaństwa. Udało się to za sprawą posiadanej kopalni kaolinu, przez co możliwe było utrzymywanie konkurencyjnych cen. Za ceną jednak szła też jakość! Porcelana Tielscha trafiła m.in. na rynek amerykański, do Meksyku a nawet na wystawy w Londynie!

Po zaledwie kilku latach fabryka rosła w siłę. Z 3 pieców do wypalania porcelany posiadała już 27, z 300 pracowników, liczba wzrosła do 1500! Po śmierci Carla fabrykę przejął jego syn Egmont. Produkcja była na tyle duża, że nie mieściła się w dotychczasowych budynkach, trzeba było dokonać rozbudowy. Dobra passa trwała do czasu I wojny światowej. W jej czasie zaczęło brakować pracowników, gdyż duża ich część została wysłana na front, nie wspominając już o odgórnym nakazie obniżenia produkcji.

W 1920 roku Fabryka Tielscha weszła w część koncernu Hutschenreuthera, aż po kilku latach została całkowicie przez koncert wchłonięta. Taka sytuacja trwała aż do 1945 roku. Po tym czasie jak wiele innych zakładów zostało przekazane w ręce polskie. Fabryka działała dalej niezmiennie do 2012 roku.

Od roku 2015 zaczęła się już totalna dewastacja fabryki – 3 pożary, rozkradanie przez złomiarzy. W 2017 roku doszło do pierwszych wyburzeń, które były strasznie uciążliwe dla mieszkańców ze względu na wszechobecny pył. Dwa lata później doszło do samoistnego zawalenia się ścian.

My zastałyśmy już duży, goły plac z widocznymi ubytkami w budynkach (lipiec 2022). Co najmniej dwa bardzo charakterystyczne budynki zniknęły z mapy Wałbrzycha. Przez dużą ilość gruzu nie udało nam się dojść od wieży wodnej, która przypomina bardziej wieżę pałacową, niż wieżę budynku fabrycznego. Musiałyśmy jednak zadowolić się jej widokiem tylko z daleka. Źle się na to wszystko patrzy. Jedyną iskierką nadziei jest pałac położony po drugiej stronie torów – pałac Carla Tielscha!

Hotel Sudety

Został otwarty w 1971 roku i działał niezmiennie do 2004 roku. W latach swojej świetności był ikoną, postrzegany jako jeden z największych i najlepszych hoteli na Dolnym Śląsku. W latach 80 Wałbrzych kojarzył się z hotelem Sudety. Zatrzymywali się tutaj sportowcy, muzycy. Częstymi gośćmi byli też Niemcy, którzy odwiedzając swoje dawne posiadłości zatrzymywali się właśnie w Sudetach. Głównie na nich zastawiony był Pewex, który znajdował się w hotelu. Istnieje pewna opowieść, jakoby pewien pastor ewangelicki przyjechał do Wałbrzycha, by odzyskać skarby, które ukrył w kościele w czasie II wojny światowej. Po przyjechaniu na miejsce odkrył, że kościół został wyburzony, skarbów nie odzyska i przez to rzucił się z okna z hotelu Sudety…

Dzisiaj to relikt PRL, ale czy nie ma swojego uroku? Widząc neon na tle gór, aż się człowiek uśmiechnie na te kontrasty, które spotyka na każdym kroku w Wałbrzychu.

Co dalej z nim będzie? Władze miasta rozważają wyburzenie. Na jego miejsce miałoby stanąć rondo

Kościół ewangelicki na Podgórzu

Kościoły ewangelickie, jeśli były jedynymi we wsi/mieście były po 1945 roku przemianowywane na katolickie. Jeśli natomiast w mieście było więcej kościołów często ten ewangelicki popadał w ruinę lub był zagospodarowany w sposób inny niż pierwotnie było to zakładane. Ten konkretny kościół działał jeszcze w latach 1949-1964, przy czym parafia ewangelicka dzieliła przestrzeń z parafią prawosławną. Po roku 1964 kościół został przekazany do użytkowania jako magazyn papieru, aż do roku 1994, gdy ponownie wrócił w ręce prawosławne.

Był nawet plan by w środku kościoła utworzyć cerkiew prawosławną razem z muzeum ikon i sztuki chrześcijańskiej. Ze względu na brak funduszy projekt nie został zrealizowany. Dodatkowo celowe podpalenie, które miało miejsce w 1998 roku nie polepszyło sytuacji. Od tego czasu kościół stoi i niszczeje, mimo wcześniejszych planów właściciela na temat odbudowy. W 2019 roku miał wpłynąć projekt, miało zacząć się coś dziać. Dzisiaj poza zamurowanymi wejściami nie zobaczyłyśmy nic. Wnętrze jest puste a dach się wali. Długo już pewnie nie postoi…

Totenburg – ostatnia świątynia Hitlera? Mauzoleum? Góra umarłych?

Czym tak naprawdę jest ta budowla, wokół której nagromadziło się tyle mitów i legend? Niemiecka nazwa to – Schlesier-Ehrenmal, czyli śląskie mauzoleum – budowla powstała by upamiętnić śmierć 170 tysięcy Ślązaków, którzy zginęli podczas I wojny światowej, ofiary wypadków kopalni oraz 25 lokalnych bojowników ruchu narodowo-socjalistycznego. Miejsce nazywa się często mauzoleum, jednak nie jest to prawda, nie został tutaj nikt pochowany. Prawidłowo powinno się nazywać cenotafem, czyli grobowcem pozornym. Powstał w latach 1936-1938, czyli w latach, gdy u władzy działali już naziści. Zabieg był celowy – by jednym pomnikiem upamiętnić kilka grup ze sobą niezwiązanych po to by kojarzyły się pozytywnie jako jedność. Jest to typowe zagranie propagandowe nazistów. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że pomnik został oficjalnie otwarty w ramach corocznych obchodów śląskiego okręgu NSDAP.

Wyglądało to tak – wieczorem przeszedł pochód ze sztandarami pod plac defiladowy przy „mauzoleum”, nastąpił oficjalny marsz żałobny i odczyt wiersza ku czci poległych. Na koniec rozpalono „wieczny ogień”, który miał płonąć pośrodku dziedzińca cały czas.

Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, jednak prawie 80 lat temu na wzgórzu (jakieś 520 m.n.p.pm) tuż obok budowli stały na betonowych cokołach rzeźby orłów – wszystko było widoczne z miasta jak na dłoni. Dzisiaj roślinność jest na tyle duża, że zasłania mauzoleum. Mimo że Totenburg nie jest widoczny, przybywa tutaj strasznie dużo wycieczek, zwłaszcza, że budowla znajduje się żabi skok od zabudowań mieszkalnych. Spacerem to jakieś 20-30 minut.

Czy faktycznie miały tu miejsce msze okultystyczne i rytuały oficerów SS? Bardzo wątpliwe, nie ma żadnych potwierdzeń tych wszystkich opowieści. A czemu nazywa się to ostatnią świątynią Hitlera? Ten sam architekt, Robert Tischler, wybudował kilka podobnych budowli co Totenburg. Specjalizował się w założeniach cmentarnych, najczęściej przywoływaną jego konstrukcją jest pomnik chwały na Górze św. Anny. Został on jednak wysadzony, stąd mówi się, że Totenburg jest jedyną ocalałą…

Prawda jest taka, że w latach 50 XX wieku, Totenburg nie był postrzegany negatywnie, był plan by teren uprzątnąć i stworzyć tutaj park dla mieszkańców, którzy tak chętnie wybierali się tutaj na spacery. Temat upadł, chociaż jeszcze w latach 70 XX wieku nastąpił powrót do tematu zagospodarowania terenu, tym razem na kawiarnię! Jak możecie się domyślić nic takiego nie miało jednak miejsca. Zaczęły pojawiać się opowieści o okultyzmie, sektach, narkomanach – miejsce zaczęło mieć złą sławę. Ma taką do dziś. Jest to obiekt niewygodny dla miasta, więc nic się z nim nie dzieje poza dewastacją jaka zazwyczaj następuje w opuszczonych i zapomnianych miejscach…

Nazwa Totenburg nie jest prawidłowa, użyliśmy jej celowo, gdyż z nią kojarzony jest obiekt.

Podsumowanie

Cztery zupełnie inne obiekty, każdy z ciekawą historią i każdy jakby odwiedzony przez nas w ostatnim momencie, zanim zniknie… Nawet jak nie zniknie zaraz to za kilka lat możemy już ich nie zobaczyć w takim samym stanie. Mimo wszystko wierzę, że jest jeszcze dla nich jakaś nadzieja. To w końcu kawał historii, nie zawsze miłej i wygodnej, ale to nadal historia!

Co mogę dodać od siebie? Nie wszystkie te miejsca są ogólnodostępne, więc wejście na własną odpowiedzialność. Warto jednak na nie spojrzeć chociaż z zewnątrz. Kontrasty to jest to co lubię, a na Dolnym Śląsku ich nie brakuje. Chyba dlatego zostawiłam tu swoje serce…

Co można zobaczyć w okolicy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.