Szopienice; kiedyś osobna miejscowość – dzisiaj dzielnica Katowic (woj. śląskie) przyłączona do miasta w latach 50 XX wieku. Szopienice rozrastały się wraz z rozwojem przemysłu metalurgicznego i powstaniem huty, najpierw huty Wilhelmina, później huty Uthemann. Najgorszy czas dla Szopienic przypada na lata 60 XX wieku gdy zanieczyszczenie spowodowane działalnością huty doprowadziły do ołowicy wśród dzieci mieszkających w pobliżu (stąd nazwa „ołowiane dzieci”). O tym jak i o Matce Boskiej Szopienickiej opowiemy Wam poniżej. Tak samo jak o niesamowitym muzeum cynku w dawnej walcowni, w którym znajduje się oryginalne wyposażenie…
Spis Treści
- Krótka historia Huty Uthemanna
- Gorsza strona industrializacji
- Lata 60 XX wieku – Ołowica, doktor Król Matką Boską Szopienicką
- Huta Uthemanna aktualnie
- Muzeum Hutnictwa Cynku – Walcownia
- Co można zobaczyć w okolicy?
Krótka historia Huty Uthemanna
Początki przemysłu metalurgicznego w Szopienicach sięgają 1834 roku, gdy działalność rozpoczęła huta Wilhelmina założona przez Towarzystwo Górnicze Spadkobierców Georga von Giesche. Wraz z rozwojem przemysłu w regionie, rozwijał się też zakład na czele którego początkiem XX wieku jako generalny dyrektor huty stanął Anton Uthemann. Za jego kadencji przedsiębiorstwo znacznie się rozwinęło a wraz z nim miasto Szopienice. Powstały liczne budynki w tym chociażby najbardziej rozpoznawalny, czyli budynek dyrekcji huty.
W latach świetności huta była największym producentem wyrobów z miedzi, mosiądzu, cynku oraz ołowiu na Śląsku oraz kadmu na świecie.
Po odejściu Uthemana za jego zasługi dla huty zakład nazwano jego imieniem, czyli Huta Uthemann. Sytuacja trwała aż do 1972 roku, kiedy to zmieniono nazwę na Hutę Metali Nieżelaznych Szopienice. Ciekawe, że tyle lat po wojnie nikt nie miał pretensji co do nazwy huty. Przecież wszystko co niemieckie było tępione. Lata transformacji oraz lata 2000 przyniosły prywatyzację i jak często się okazywało – również był to początek końca dla zakładu. Złe zarządzanie doprowadziły do upadku spółki w 2008 roku. Dzisiaj na terenie dawnej huty działają mniejsze firmy zajmujące się metalami oraz Muzeum Hutnictwa Cynku-Walcownia.
Można powiedzieć, że historia zakładu jak każda inna. Jak to na Śląsku – początek, czas prosperity i nikły koniec. Dlaczego jednak pochylamy się nad tym tematem? Ponieważ często Huta Uthemanna nazywana jest „Śląskim Czarnobylem”. Już abstrahując od nazwy i porównywania do zagranicznych obiektów czego nie lubimy. Skąd takie porównanie? No właśnie. Musimy przenieść się w czasy PRL-u.



Gorsza strona industrializacji
Industrializacja nazywana była błogosławieństwem – gdyż przynosiła dobrobyt pracującym, którzy przenosili się z małych wiosek na Górny Śląsk i zamieszkiwali blisko hut i kopalń. Po czasie okazało się, że było to również i przekleństwo. Coś o czym wcześniej nie myślano to degradacja środowiska i jego wpływ na życie i zdrowie pracujących i mieszkańców okolic.
Jak się okazuje z kominów Huty Uthemanna wydobywał się w dużym stężeniu pył ołowiany, który osiadał na wszystkim. Osoby zamieszkujące w pobliżu huty nie zdawały sobie sprawy z tego. Często przy familokach lub na działkach prowadzono swoje ogródki, myśląc, że swojskie warzywa są lepsze niż te kupne. Nie zdawano sobie sprawy, że ziemia jest skażona ołowiem. W familokach do dyspozycji była jedna umywalka na kilka mieszkań, pranie ubrań roboczych odbywało się ze wszystkimi innymi, w tym z rzeczami dzieciaków. Tak wyglądała rzeczywistość.
Już przed I wojną światową problem został zauważony. W 1912 roku dzieci z upośledzeniami w Szopienicach było tak wiele, że założona została dla nich szkoła. Od 1937 roku stanowisko lekarza zakładowego w Hucie Uthemanna objął doktor Edmund Gryglewicz. Odkrył on, że huta wpływa negatywnie na zdrowie i życie hutników. Podjął temat, zorganizował sanatorium dla pracowników oraz szpital przyzakładowy.

Lata 60 XX wieku – Ołowica, doktor Król Matką Boską Szopienicką
Lekarka z Szopienic – doktor Jolanta Wadowska-Król zauważyła problem powtarzający się wśród jej podopiecznych – ciągła anemia. Zdecydowała dokładniej się mu przyjrzeć. Okazało się, że stężenie ołowiu w organizmach dzieci przekraczało normę kilkukrotnie, a taki stan zwiastował ołowicę.
Postanowiła działać. Chciała wysłać wezwania do stawienia się na badaniach do wszystkich rodzin mieszkających blisko huty. Nie udało się, ale to nic. Ruszyła w teren. Wraz z pielęgniarką chodziły od drzwi do drzwi przekonując rodziny do wzięcia udziału w badaniu i zostawiając im powiadomienia. Kolejnym etapem było przekonanie laboratoriów, żeby wykonały badania, a rodziców by skierowały swoje dzieci na te badania przy czym nie mogli mówić o tym nikomu.
Nieoficjalnie pani doktor skompletowała prawie 5.000 próbek krwi od dzieci z Szopienic, które później wysłała do badań pod kątem zawartości metali ciężkich. W praktycznie wszystkich przypadkach wyniki potwierdzały teorię dr Król. Sprawa została “rozdmuchana” i trafiła na biurka wysokich władz PZPR wraz z Edwardem Gierkiem i Jerzym Ziętkiem na czele. W rozpoznaniu i karcie pacjentów nie można było jednak wpisać, że dziecko choruje na ołowicę. Nie było to w smak ówczesnej władzy, zwłaszcza, że zakład miał wtedy swoje najlepsze lata i najwyższą produkcję.


Murale w miejscu okien powstały w ramach akcji Dajse Mural.
Doktor Król na tym nie poprzestała. Udało jej się uratować podopiecznych. Najpierw wysłała je do sanatoriów na odtrucie. Następnie przy pomocy administracji huty udało jej się zorganizować nowe lokum. Rodziny pracowników zostali przeniesieni z familoków do oddalonych od huty mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Familoki zostały wyburzone.
Udało się doprowadzić do założenia filtrów na kominach huty. Niestety dopiero w obecnych czasach okazało się, że filtry to były zwykłe atrapy, więc były nieskuteczne.
Doktor Król z uzbieranych danych na temat huty i ołowicy napisała doktorat, jednak otrzymała negatywną opinię. Przecież w czasie PRL-u wszystko musiało być bardziej zielone i piękne niż w rzeczywistości. Taka praca obnażająca prawdę na temat huty i okolicy nie mogła w tamtym czasie się udać. Tym samym kariera naukowa pani doktor została na zawsze pogrzebana. Jednak nie to było dla niej najważniejsze. Najważniejsza okazała się pomoc, którą udzieliła mieszkańcom. Z tego powodu często mówiło się o niej jako o Matce Boskiej Szopienickiej. Mamy wrażenie, że to postać o której mówi się zdecydowanie za mało.
Huta Uthemanna aktualnie
Większość budynków po dawnej hucie zostało wyburzonych. W 2011 roku doszło do pożaru, w którym ucierpiał budynek dyrekcji huty. Obecny właściciel budynku zamierzał stworzyć tu klub i biura. Odnowił po pożarze dach i wieżę zegarową. Na razie nic więcej się nie dzieje. Trzymamy kciuki, jednak by budynek dostał drugie życie.
Chociaż teren po dawnej hucie został uprzątnięty, wywieziono stąd ogromne ilości szlamu pokopalnianego z resztkami metali ciężkich to badania z 2012 roku wykazały, że stężenie ołowiu w glebie nadal jest pareset razy większe niż dopuszczalne. Można tylko się domyślić, że dzisiaj sytuacja nie uległa znaczącej zmianie.
Jeden z budynków huty tzw. walcownia, która znajduje się kilka kilometrów od budynku dyrekcji huty nie dość, że nie została wyburzona to do tego ma oryginalne wyposażenie i można go zwiedzać. Działa tam muzeum.

Muzeum Hutnictwa Cynku – Walcownia
- Muzeum znajduje się przy ul. 11 Listopada 50 w Katowicach, w jednym z historycznych budynków dawnej huty. Posiada oryginalne wyposażenie a przynajmniej to, które było przytwierdzone do podłogi, dzięki czemu nikt nie zdołał go wynieść. Inne rzeczy zniknęły,
- przy muzeum znajduje się darmowy parking, zaznaczyliśmy go na naszej mapce,


- W muzeum znajdują się dwie wystawy stałe – wystawa motocykli amerykańskich oraz silników różnej maści 😉,


- Muzeum czynne jest w od wtorku do piątku w godzinach 10-16, oraz w weekendy i wybrane święta w godzinach 10-18,
- Walcownię zwiedza się z przewodnikiem (ok. 1h), ale można przejść się po terenie również samemu by dobrze przyjrzeć się wszystkim eksponatom,
- Wejście jest biletowane: bilet ulgowy 30 zł, bilet normalny 30 zł,
- Płatność gotówką lub kartą, jeśli gotówką – lepiej mieć odliczona kwotę 😊,
- Na miejscu można kupić pamiątki, gadżety i książki związane z hutą, Katowicami i całym Śląskiem,
- Jeśli lubicie klimat industrialny to można tu zorganizować wesele lub inną imprezę tematyczną,
- A jeśli wydaje się Wam, że obiekt jest zamknięty śmiało dzwońcie domofonem lub telefonem, gdyż obiekt jest ogromny a moce przerobowe pracowników o wiele mniejsze. I nie sugerujcie się (jak my) czy światło w środku jest zapalone. Okazuje się, że nie musi być a w środku wszystko widać za sprawą tych niesamowitych okien. Powtórzę się, ale kiedyś budowali wszystko jakoś ładniej…
- to muzeum to punkt obowiązkowy przy okazji zwiedzania Śląska!






Co można zobaczyć w okolicy?
- Katowice
- Zamek w Będzinie – 13 km
- Tyskie Browary Książęce – 20 km
- Osiedle Robotnicze Ficinus – 24 km
- Pałac Tiele-Wincklerów w Miechowicach – 26 km
- Zamek w Chudowie – 33 km
- Gliwice – 34 km
