Poradzieckie lotnisko Wiechlice koło Szprotawy

Wiechlice znajdują się tuż obok Szprotawy – miasta położonego w województwie lubuskim, jednak historycznie należącego do Dolnego Śląska. Znajduje się też bardzo blisko Bolesławca, przez co udało nam się ten obiekt zwiedzić w drodze powrotnej na trasie Tomaszów Bolesławiecki – Bydgoszcz. Tereny te są bardzo naładowane historycznie, jak możecie się domyślić bardzo często obiekty popadają w ruinę. W Wiechlicach mamy do czynienia z pozostałościami po armii czerwonej. Uwaga! – nie chodzi o zostawienie obiektu w stanie totalnej ruiny (szok i niedowierzanie). Chodźcie z nami na spacer po dawnym lotnisku.

Spis Treści

Krótka historia lotniska

Tereny te w XX wieku należały do Niemiec, które stworzyły w latach 30 w Wiechlicach (Wichelsdorf) lotnisko. Nieśmiało jednak słychać głosy, że już w trakcie I wojny światowej mogło ono tu istnieć. Informacji tej jednak nie udało się potwierdzić. Lotnisko to jednak nie miało strategicznej pozycji, przez Niemców było traktowane bardziej jako baza szkoleniowa. Można powiedzieć, że była to też przykrywka, ze względu na traktat wersalski. Niemcy po I wojnie światowej nie mogli działać otwarcie. W Wiechlicach działał klub lotników, gdzie tak naprawdę szkolono tu pilotów na wojnę. Nie miało tu jednak miejsce żadne zbrojne wydarzenie. Jedynie we wrześniu 1939 roku to stąd m.in. ruszyły samoloty by uderzyć na Polskę – 37 Messerschitów.

W latach 40 wylano betonowy pas lepiej przystosowany do nowszych maszyn latających niż poprzednia nawierzchnia. I w sumie nic tu się nie działo specjalnego aż do lutego 1945 roku. Wtedy teren zajmuje armia czerwona, jednak nie tak jak to mają w zwyczaju – nie niszczą wszystkiego, nie kradną i nie jadą dalej – tylko zostają tutaj. Nie tylko zostają, ale też się osiadają na dłużej. Teren lotniska został przez nich mocno rozbudowany – o hangary, bloki mieszkalne, magazyny, bunkry (w tym atomowy!). Zadbano o maskowanie hangarów i bunkrów przez przysypanie ich ziemią i obsadzenie roślinnością. Sytuacja trwała do 1992 roku, teren był zajmowany przez Rosjan jeszcze tyle lat po wojnie… O dziwo zostawili ten teren w dobrym stanie.

Bunkier dowodzenia i bunkier atomowy

Punktem naszej wycieczki miało być znalezienie bunkra dowodzenia z czasów radzieckich. Chwilę nam to zajęło, ale się udało. Na tzw. Ostoi Przyrody Bunkrowych Wzgórzach jest dużo zieleni, dużo schronów, hangarów i pozostałości budynków. Wśród tego wszystkiego znaleźliśmy zamaskowany bunkier dowodzenia. Po wejściu do środka okazało się, że został on zamontowany w hangar jaki widzieliśmy już wcześniej. Można powiedzieć, że są to dwa bliźniacze bunkry połączone ze sobą tunelem. Klimatycznie, ale też przerażająco.

Drugim ciekawym obiektem jest bunkier atomowy. Był on dodatkowo strzeżony oraz odgrodzony od reszty obiektów. Bunkier typu Granit 2 – przeznaczony na przechowywanie broni masowego rażenia. Czy tak było w rzeczywistości? Nie wiadomo. Bunkier ten nie jest pozostawiony sam sobie, można go zwiedzać jednak widnieje tablica mówiąca o zwiedzaniu od poniedziałku do piątku w godzinach od 13 do 14. Jak możecie się domyślić, byliśmy tam w zupełnie innym czasie, więc do tego bunkra nie udało nam się dostać. Mimo to cała wyprawa była na tyle udana, że zwiedzenie samego lotniska i bunkra dowodzenia nam w zupełności wystarczyło!

Jak to wygląda dzisiaj?

Dzisiaj teren lotniska jest przejmowany przez firmy – hangary robią za magazyny, dawne obiekty mieszkalne to dziś osiedle, kwatery pilotów to hotel. Reszta obiektów stoi i niszczeje.

Dostęp tutaj jest łatwy, prowadzą tutaj drogi, które pamiętają już lepsze czasy. Mimo nawierzchni, która nie należy do najprzyjemniejszych ruch tutaj odnotowaliśmy (i to w dzień świąteczny) całkiem spory.

Jak możecie się domyślić teren jest ogromny, można po nich chodzić i chodzić, biorąc pod uwagę, że gdzie się nie obejrzycie są jakieś hangary można się też nieźle zakręcić. Najlepiej mieć jakieś rozeznanie w terenie lub skorzystać z jakiejś mapy by nie doszło do nieprzyjemnych sytuacji. Nie rekomendujemy zapuszczać się tutaj po ciemku, zwłaszcza, że w lesie nie brakuje dziur i nierówności.

Wszystko z głową i rozsądkiem, oraz z najważniejszą zasadą zwiedzania: urbex to nie wandalizm, nie śmiecimy, nie zostawiamy po sobie innego śladu niż ten od buta!

Co można zobaczyć w okolicy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.