Klucznik – wieś, która zniknęła. Zwiedzamy opuszczoną wieś

Jak to jest, że wieś którą kiedyś zamieszkiwało nawet 600 osób, dzisiaj nie istnieje? Po II wojnie światowej lub krótko po niej wiele miejsc przestawało istnieć. Wieś Klucznik (niem. Kleuschnitz) w województwie opolskim jest jednym z nich. Historia wsi jest bardzo ciekawa, więc zapraszamy Was na spacer po nostalgicznym miejscu, w którym kiedyś tętniło życie. Trzeba tylko włączyć wyobraźnię 😉.

Spis Treści

Krótka historia wsi

Wieś istniała już w XIV wieku, zamieszkiwało ją 400 do nawet 600 mieszkańców w najlepszym okresie. We wsi znajdowały się dwa kościoły – ewangelicki i katolicki, dwie szkoły, folwark, przedszkole, sklep z artykułami kolonialnymi, piekarnia, zakład krawiecki, gospoda, kuźnia… Brzmi bogato. I tak właśnie było.

Dodatkowo w 1840 roku we wsi wybuchł wielki pożar. Na tyle wielki, że pochłonął praktycznie całą wieś. Przypuszczalnie przyczyną pożaru było podpalenie – podejrzewano o to parobka. Co się działo później? Wieś powstała jak feniks z popiołu – z drewnianej stała się wsią murowaną. Drogi zostały wybrukowane, co zresztą widoczne jest do dzisiaj. W latach 30 XX wieku praktycznie każde z domostw miało elektryczność (!!!). We wsi dostępny był telefon.

II wojna światowa ominęła wieś aż do lutego 1945 roku, kiedy to mieszkańcy musieli się wynieść ze swoich domów. W lipcu 1945 roku do wsi trafili za to nowi mieszkańcy – przesiedleńcy ze wschodu. Niemieccy mieszkańcy – ci którzy nie opuścili wsi wcześniej trafili do obozu w Lamsdorf (Łambinowice). Życie tam straciło 70 z nich. Polscy osadnicy nie pomieszkali tu długo – w latach 50 padła decyzja by wieś Klucznik włączyć do poligonu. Tym oto sposobem mieszkańcy po raz kolejny zostali przesiedleni – teraz do pobliskiego Niemodlina. Domy zostały rozebrane by nikt nie pomyślał o powrocie. Poligon działał tu jeszcze przez długie lata. Dzisiaj teren jest ogólnodostępny.

Spacerem po opuszczonej wsi Klucznik

Zwiedzanie takich miejsc nie jest dla każdego. Trzeba mieć dużo cierpliwości – czasami, żeby odkryć jakiś obiekt trzeba znaleźć przysłowiowy jeden kamień na środku pola. Trzeba też włączyć wyobraźnię. Nic tu nie jest oczywiste.

 Jeśli to Was nie zniechęci to polecamy wybrać się do jednego z takich miejsc (jak np. miasto, które zniknęło – Zasieki czy Miedzianka). Mnie nastrajają takie wizyty bardzo nostalgicznie. Przypominają o kruchości życia. Nakierunkowują na tu i teraz, na być a nie mieć. Polecam, bo mimo że brzmi to jak frazesy jakiegoś coacha to jest to najprawdziwsza prawda, o której na co dzień zapominamy.

Najlepszy okres na odkrywanie takich miejsc to jesień, zima lub początek wiosny. Nie może być zbyt zielono, bo wtedy wszystko jest gorzej widoczne. Ubierzcie wygodne buty, długie spodnie i w teren!

Dojazd do wsi nie należy do najlepszych, droga jest kiepska. Zacznijcie zwiedzanie tu:

GPS: 50.584252, 17.561231

Najważniejsze punkty – które udało nam się odnaleźć

Poligon

Nic trudnego. Widać go z daleka. Pozostałości mieszają się również z ruinami domów. To tam znaleźliśmy zasieki oraz schron jednoosobowy – przeciwodłamkowy. Do samych ruin poligonu nie podchodziliśmy, puściliśmy za to zwiadowcę 😉.

Powstał w 1860 roku, tuż obok wsi Klucznik miejscami ją przenikając. 10 lat później padła decyzja by na poligonie umieścić jeńców francuskich – powstały baraki tworząc obóz pracy. Temat ten jednak jeszcze kiedyś poruszymy.  

Cmentarze i kościoły

Jako że wieś była bogata to mogła poszczycić się tym, że ludzi było sporo, byli różnorodni, a mimo to żyli ze sobą w mniejszej lub większej zgodzie. Konkluzją tego był kościół ewangelicki oraz katolicki. Co za tym idzie były też dwa cmentarze. Udało nam się znaleźć oba te miejsca, chociaż ruin kościoła ewangelickiego musieliśmy się mocno domyślić. Z kościoła katolickiego udało nam się znaleźć fundamenty, ogrodzenie i kolumny.

Cmentarz ewangelicki

Na obu cmentarzach znaleźliśmy resztki płyt nagrobnych. Czy są tam pochowani ludzie? Byli. Czy są nadal? Nie wiadomo, ale jedna z teorii mówi o tym, że Niemcy opuszczający wieś, którym udało się uniknąć obozu wykopali i zabrali swoich bliskich ze sobą. Nie chce się w to wierzyć, ale kto wie jaka jest prawda…

Resztki kościoła katolickiego
Cmentarz katolicki

Folwark

Z folwarku został budynek stajni – jest najbardziej efektowny i to wcale nie dlatego, że zostało z niego najwięcej 😉. Wchodząc do niej ma się wrażenie jakby było się w ruinie pałacowej ze względu na granitowe kolumienki, które do niego nawiązują. Folwark należał do Thielmannów, którzy mieszkali we wsi obok. Tam też mieli swój pałac (w Jakubowicach). Folwark słynął z hodowli byków. Był spory, bo zatrudniano tu aż 19 pracowników.

Domy

Domostwa zostały rozebrane, by nikomu nie przyszło do głowy tutaj wracać i ponownie zamieszkać. Znaleźliśmy informację, że cegła z Klucznika pojechała na odbudowę stolicy. Mówi się, że marmury z pobliskiego Niemodlina również tam trafiły. Prawdopodobnie.

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis zachęcamy do postawienia nam wirtualnej kawy. Przeznaczymy ją na rozwój bloga😊!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Co można zobaczyć w okolicy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *