Pseudomegalityczny cmentarz rodu zu Dohna – Markowo

Odwiedzając przepiękne ruiny pałacu w Słobitach nie sposób nie odwiedzić cmentarza zu Dohnów. Co prawda ród ten był bardzo duży, więc osoby pochowane na cmentarzu, do którego zmierzamy mieszkały we wsi Markowo, a nie w Słobitach, jednak nadal to ta sama rodzina z ciekawą historią. We wsi Markowo znajdowały się ruiny pałacu, nas jednak zastał już widok zgoła inny – pałac już odnowiony, jednak nie będziemy się w ten temat zagłębiać, bo fankom jego zmian nie jestem. Cmentarz natomiast przetrwał wojnę w stanie nienaruszonym, jest to miejsce niezwykłe, które trzeba zobaczyć na własne oczy.

Spis treści

  1. Krótka historia cmentarza, czemu jest pseudomegalityczny?
  2. Jak tu dotrzeć?
  3. Co my o tym sądzimy?
  4. Co można zobaczyć w okolicy?

Krótka historia cmentarza, czemu jest pseudomegalityczny?

Cmentarz zu Dohnów nazywany jest pseudomegalitycznym ponieważ nawiązuje do pradawnej kultury megalitycznej. Kurhany i kamienne kręgi z tamtych czasów liczą sobie ponad 5500 lat. Ten cmentarz tutaj ma niespełna 100 lat, dlatego dodaje się przedrostek pseudo. Czy faktycznie przy budowaniu odnoszono się do tej kultury? Nie wiadomo, to jedna z wielu teorii związanych z tym miejscem. Mówi się też, że cmentarz ma powiązania z okultyzmem. Jednym z przykładów nawiązania do okultyzmu jest oktagon, ośmiokątny postument, na którym stał krzyż (o nim zaraz).

Cmentarz zbudowano tak, że dzieli się na trzy kręgi. W pierwszym kręgu (chociaż kamienie są już przykryte przez roślinność) znajduje się grób Christopha Friedricha zu Dohna, syna pomysłodawcy cmentarza. Mimo, że jego grób nie jest zdobiony to nie sposób nie zauważyć swastyki, która nad nim góruje. Młody zu Dohn był wyznawcą ideologii nazistowskiej, stąd zapewne umiejscowienie jej na grobie. Po drugiej stronie nagrobka znajdują się cytaty, w tym jeden Adolfa Hitlera – Ich morte auf den Christus. (Umrę w Chrystusie – chociaż teorii i tłumaczeń jest kilka).

Christoph zginął w wypadku samochodowym w Alpach. Jego ciało zostało sprowadzone i pogrzeb odbył się w Prusach Wschodnich. Chodzą pogłoski, że pogrzeb był nietypowy, bo w nocy z pochodniami…

Kolejny krąg „należy do” ojca, Friedricha Ludwiga. Nie wiadomo, czy miał on takie poglądy i bawił się w okultyzm czy wybudowanie cmentarza było spowodowany modą. Jego nagrobek już jest zdobiony – widać na nim herb rodowy, koniczynę oraz cytat z Biblii (już w tłumaczeniu „Tak mówi Duch, powinniście odpocząć od swoich trudów, gdyż Wasze czyny pójdą za Wami”). Grób wygląda jakby był przesunięty, możliwe, że „ktoś” przy nim majstrował. Między ziemią a płytą nagrobną jest dość spora przerwa. Pewnie też dlatego istnieje teoria (kolejna), że możliwe, że ciał nie ma już na cmentarzu.

Przechodzimy do ostatniego kręgu – tym razem już nie kamiennego a z brzózek. Pośrodku kręgu znajdował się krzyż a wokół niego ławki. Krzyż już nie stoi, a leży więc tak naprawdę nie wiadomo jak do końca wyglądał. Możliwe, że był to krzyż odwrócony (kolejna teoria niepotwierdzona).

Jak tu dotrzeć?

Opiszemy drogę, którą sami szliśmy i z opowieści wydaje się też najbardziej przystępna. Auto zostawiliśmy koło drogi tuż przy wjeździe na łąkę (widać ślady samochodów – GPS: 54.030248, 19.908903).

Od miejsca parkingu podeszliśmy pod górę aż do skrętu w lewo – kierowaliśmy się w stronę łąki, jednak ominęliśmy mokradła. Łąką czekał nas krótki spacer ścieżką, po drodze zobaczyliśmy wielkie, piękne drzewo, które wygląda jak drogowskaz. Należy je minąć, przejść przez strumyk i dojść do kluczowego momentu, w którym ścieżka styka się z lasem. To ten moment, żeby wejść w głąb lasu i ruszyć pod górę na wspinaczkę. Nie będzie ona długa, ale mi dała się we znaki 😊.

Na końcu wzniesienia czekał nas już cmentarz. Spacer od parkingu do celu nie powinien zająć więcej niż 30 minut. Okoliczności przyrody na trasie są bardzo malownicze. Nam pogoda się strasznie udała – w słońcu wszystko wyglądało jeszcze lepiej. Kontrast między piękną naturą a niesamowitym (i ponurym?) cmentarzem jest nie do opisania.

Co my o tym sądzimy?

Po wojnie wszystkie pozostałości po ludności niemieckiej a już zwłaszcza „pamiątki’ nazistowskie były niszczone. Przez to pałace i zamki, że tak to ujmę „Bogu ducha winne” dziś w większości są w ruinie. Tutaj ciekawa sprawa, bo cmentarz, na który Was dziś zabraliśmy należał do niemieckiego rodu arystokratycznego, a mimo to nie został zniszczony (to dobrze, każde miejsce pamięci powinno został nietknięte, bez względu na różnice jakiekolwiek). Co ciekawe pozostały tutaj typowo nazistowskie elementy. Chyba to jedyne takie miejsce, gdzie się coś ostało.

Dlaczego to miejsce ocalało? Nasuwa się jedna sensowna odpowiedź – cmentarz znajduje się na wzgórzu, oddalony od zabudowań, a wzgórze jest dość pokaźne. Jeśli ktoś nie wie czego szuka to sam z siebie tego nie znajdzie. Ani Sowieci ani nowi mieszkańcy (miejscowi zostali przesiedleni) nie wiedzieli o istnieniu tego cmentarza, dlatego najprawdopodobniej na niego nie trafili.

Nasuwa się jeszcze jedno pytanie, dlaczego tutaj pochowano tych dwoje, przecież rodzinna krypta znajdowała się w pobliskim Strużynie?

Jak sami widzicie miejsce jest tajemnicze, każdy aspekt posiada co najmniej jedną teorię. My ich nie negujemy, nie jesteśmy znawcami. Po krótce Wam pokazaliśmy, jak to wygląda.

Zachęcamy do zapoznania się z tematem. Najlepiej u naszym przyjaciół z kanału Urbex Team Kwidzyn. Jednak bez dwóch zdań polecamy odwiedzić to miejsce, bo jest jedyne w swoim rodzaju.

Co można zobaczyć w okolicy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.